Opublikowano:

Analiza pozycji jeźdźca 7

Analiza pozycji jeźdźca 7

Na zdjęciu widzimy wałacha będącego krzyżówką Irish Draft [irlandzka rasa koni gorącokrwistych o wszechstronnej użytkowości – przyp. tłum.] oraz kuca Connemara [kuc Connemara pochodzi z zachodniego nadbrzeżnego regionu Irlandii o tej samej nazwie – przyp. tłum.], mierzącego ok. 143 cm w kłębie, o irlandzkim imieniu Paddy McDuff. Jego właścicielka kupiła go jako zajeżdżonego już czterolatka, od czasu do czasu zabieranego na jazdy przełajowe. Chodził wtedy z odwróconym (zapadniętym) grzbietem, ale przez ostatnie trzy lata zmienił sposób niesienia się. Paddy McDuff jest krótkim koniem o obszernym wykroku. Amazonka opisuje go jako raczej małego konia, a nie dużego kuca. Nie udało jej się zachęcić go do wyciągnięcia szyi do przodu i wydłużenia wykroku. Startuje w różnych dyscyplinach: ujeżdżeniu, skokach, zawodach zręcznościowych Handy Horse, ale w uwagach zawsze pojawia się adnotacja, że mogłaby polepszyć wynik, gdyby koń bardziej wyciągnął szyję.

Paddy jest dorodnym koniem w doskonałej kondycji. Na zdjęciu został uchwycony podczas galopu na prawą nogę w fazie podparcia na lewej tylnej kończynie. Patrząc na zdjęcie nie mogę oprzeć się wrażeniu, że nawet gdyby chciał wyciągnąć szyję, to długość wodzy uniemożliwiłaby mu to. Podejrzewam, że amazonka trzyma wodze w sposób, który skraca szyję.

Równowaga amazonki na koniu jest niezła, choć można by było się przyczepić, że stopy są odwrócone na zewnątrz. Podejrzewam, że nie jest to kwestia niekorzystnego momentu uwiecznionego przez aparat, ale rezultat trzymania się konia łydkami. Jeżeli przyjrzycie się uważnie, zauważycie wybrzuszenie w tybince tuż za kolanem amazonki, powstałe w wyniku zaciskania łydek na bokach konia (ściśnięcie tybinki między łydką a udem). Zwykle jeźdźcy częściej robią to w galopie aniżeli w kłusie (może dlatego, że galop częściej wzmaga desperację) i o ile jest to odruch całkiem instynktowny, to wcale nie jest przydatny. Amazonce pomogłoby, gdyby zaczęła myśleć o skierowaniu palców od stóp w kierunku łokcia konia, albo o odstawieniu pięt od jego boków. Sygnał przekazywany przez łydkę powinien przypominać chwilowe klepnięcie, po którym łydka wraca do pozycji neutralnej.

Wygląda na to, że strzemiona są za krótkie, ponieważ uda amazonki znajdują się pod mniejszym kątem w stosunku do ziemi niż idealne 45º. Może to rozgrzewka poprzedzająca skoki? Jeżeli nie, to powinna wydłużyć strzemiona o dziurkę. Zwróć uwagę, że przednia część tybinki jest w pionie i amazonka ledwo mieści się w siodle (odległość od tylnej części siedzenia do kolana). Można by było temu trochę zaradzić wydłużając strzemiona o tę jedną dziurkę. Amazonka musiałaby pilnować się, aby kolano znalazło się w nowej pozycji: niżej i bardziej z tyłu. Obawiam się także, że siodło nie jest dobrze dopasowane. Dobrze by było, aby siedzisko było odrobinę większe, a tybinki z przodu bardziej zaokrąglone.

Pozycja amazonki podczas zakrętu (patrząc od zewnętrznej strony) jest ciekawa. Jej zewnętrzna ręka (ta, którą widzimy) prawdopodobnie jest za mocno wysunięta do przodu. Wewnętrzna dłoń, którą też trochę widać (razem z rączką bacika), znajduje się niżej i jest bardziej cofnięta w stosunku do dłoni po zewnętrznej stronie. Fakt, że widzimy tak dużą powierzchnię pleców, wskazuje na to, że cały jej tułów (zarówno ramiona, jak i miednica) jest wykręcony do wewnątrz. Skręca w taki sposób, w jaki by to robiła jadąc na rowerze – poprzez przekręcenie kierownicy do wewnątrz.
Najskuteczniejszy sposób skręcania polega na tym, że jeździec cofa zewnętrzne ramię i zewnętrzną kość kulszową. Ustawia się wtedy w pozycji, którą nazywam „wypadem szermierczym”. Odzwierciedla on sposób, w jaki skręca łyżwiarz ślizgający się na wewnętrznej łyżwie, z tułowiem zwróconym na zewnątrz. Gdyby podczas zakrętu skręcił się do wewnątrz, straciłby panowanie i wypadł z zakrętu. Analogicznie dzieje się z koniem i jeźdźcem.

Zajmijmy się jednak podstawowym problemem, czyli wydłużeniem szyi konia. Konie o krótkim grzbiecie często zwijają się w kulę i dopóki nie zaczną rozciągać grzbietu, nie wyciągną do przodu szyi. Aby to umożliwić, jeździec musi zwiększyć odległość między swoją kością kulszową a kolanem po obydwu stronach. To trochę tak, jakby jeździec i koń zostali przymocowani do koła tortur – średniowiecznego wynalazku, za pomocą którego rozciągało się biedną ofiarę do momentu przyznania się przez nią do winy. W rzeczywistości jeździec musi rozciągnąć uda, a robiąc to zachęca również konia do wyciągnięcia się pod nim. W wyniku uczciwego rozciągania ud, mogą one faktycznie zacząć tak boleć, że analogia do koła tortur będzie jak najbardziej stosowna!

Spróbuj wykonać następujące ćwiczenie. Usiądź na krawędzi twardego krzesła tak, aby uda znalazły się w poziomie, a kości kulszowe były skierowane pionowo w dół. Wyciągnij w dół przed siebie i wyprostuj jedną rękę tak, aby palce zgiętego nadgarstka znajdowały się ok. 3-4 cm przed kolanem nogi po tej samej stronie ciała. Teraz sięgnij kolanem do palców, a następnie cofnij i powtórz ruch kilka razy zwracając uwagę na to, że kolano prawdopodobnie jest w stanie przesunąć się o ponad 3 cm. Poczuj jak kości kulszowe przesuwają się wewnątrz ciała, ale pamiętaj, że powinny być cały czas skierowane w dół. Na koniec dotknij kolanem palców i, nie cofając go, pomyśl o jednoczesnym rozciągnięciu uda do tyłu. Tak, jakbyś chciał cofnąć kości kulszowe odpychając się kolanem. Jeżeli utrzymasz przez jakiś czas tę pozycję, powinieneś poczuć mocne rozciąganie w górnej części uda. Powtórz ćwiczenie na drugą nogę i zwróć uwagę, czy w tym, co odczuwasz są jakieś różnice pomiędzy jedną a drugą stroną ciała.

Uczę tego również kiedy jeździec siedzi na koniu. Stoję pod szyją konia, chwytam za obydwa kolana jeźdźca i ciągnę za nie. Następnie proszę go, aby cofnął miednicę tak, jakby chciał oddalić ją od kolan. Jednocześnie proszę kogoś, aby obserwował jeźdźca z boku i pilnował, aby się nie odchylił, ani nie zrobił przeprostu (tzn. nie pogłębił lordozy lędźwiowej). To trochę tak, jakby uda jeźdźca były elastyczną gumką w procy [którą się naciąga przez cofnięcie miednicy – przyp. tłum]. Jeździec może poczuć jak rozciąga się górna część uda, a także wewnętrzna, dolna lub zewnętrzna. Wszystkie nowe, inne odczucia są normalne i dobre, świadczą o tym, że robisz coś innego niż zwykle. Po wykonaniu tego ćwiczenia w stój, mówię do jeźdźca: „rusz stępem i odtwarzaj to bolesne odczucie”.

Nie jest to wcale łatwe, za to dużo bardziej stresujące aniżeli siedzenie w taki sposób, który nie wymaga od nas wysiłku. Może to być jeszcze trudniejsze dla amazonki na zdjęciu w jej siodle, ponieważ nie ma w nim miejsca na zwiększenie odległości między kośćmi kulszowymi a kolanami. Rozciągnięcie ud naprawdę prowadzi do rozciągnięcia tego obszaru konia, który znajduje się pod nimi, co prowadzi w sposób naturalny i instynktowny do wyciągnięcia szyi.
Używając ud w powyżej opisany sposób, jeździec musi jednocześnie osadzać się. Aby to zrobić należy wciągnąć brzuch, zbudować ścianę z mięśni brzucha i następnie przeć na nią wnętrznościami. Robimy to w sposób naturalny, kiedy kaszlemy, chichoczemy, dmuchamy nos, czy chrząkamy. Robimy to również w sposób naturalny, kiedy zamiatając odpychamy od siebie miotłę (np. stajenną). Ciało instynktownie wie, że trzeba połączyć siłę płynącą z miednicy z tułowiem, obręczą barkową i wreszcie z rękoma.

Tenisiści wydając okrzyki osadzają się, co pozwala im mocniej odbić piłkę. Okrzyki osób uprawiających sztuki walki dają ten sam efekt. Jednak bardzo niewielu jeźdźców zdaje sobie sprawę z tego, że muszą to robić jeżdżąc na koniu. To owe 5% (lub jeszcze mniej) jeźdźców, których nazywamy „naturalnie utalentowanymi”. Mówimy, że ktoś jest utalentowany, kiedy jest w czymś dobry, ale nie wiemy dlaczego. Osadzanie się jest jedną z kluczowych tajemnic.

Osadzając się nasza amazonka będzie musiała wyobrazić sobie, że może wygenerować w swoim ciele siłę, ze pomocą której będzie w stanie odepchnąć od siebie głowę i szyję konia. Tak naprawdę za każdym razem, kiedy usłyszysz polecenie „pchaj go” zalecam interpretować je „napieraj wnętrznościami na swoją skórę”. Nasza amazonka musi za pomocą rąk przekazywać koniowi komunikat: „możesz wyciągnąć szyję tak daleko, jak tylko zechcesz, nie będę cię ograniczać”. Chciałabym wiedzieć dlaczego jeździ na pelhamie, choć podejrzewam, że problem polega na tym, że Paddy za mocno ciągnie na zwykłym wędzidle. Jeżeli tak jest, amazonka musi się poddać gruntowej terapii w zakresie osadzania się, ponieważ tylko ono daje siłę potrzebną do zakotwiczenia się i „podłączenia” pod grzbiet konia. Kiedy tak się dzieje, jeździec może oddać rękę do przodu i odkryć remedium na ciągnącego konia.
Amazonka powinna sobie wyobrazić, że tak działa rękoma, jakby pchała wózek, i musi pozwolić, aby wodze prześliznęły się jej przez palce, kiedy koń zacznie wyciągać szyję. Nie powinna jednak wypuszczać wodzy tak, aby zwisały luźno. W tej sytuacji jej celem jest utrzymanie lekkiego i równego kontaktu podczas wydłużania szyi. Wymaga to bardzo subtelnej i precyzyjnej reakcji, co oznacza, że kiedy koń znowu skróci szyję, trzeba będzie rozszerzyć dłonie aby utrzymać kontakt. Należy cały czas zwracać uwagę na pracę ud i osadzanie się. Jeżeli koń skróci szyję, można się założyć, że jeździec przestał rozciągać uda (przestaje odczuwać dyskomfort czy też ból) i w tej sytuacji należy od początku odpowiednio ustawić swoje ciało. I tak w kółko, dopóki nie staniemy się w tym lepsi, rzadziej będziemy się zapominać, a koń będzie chętniej pracował w wydłużonej ramie.

Powodzenia!

RWYM Świadoma jazda konna

Opis filozofii RWYM i wyjaśnienie terminów znajdziesz w książce pt. „RWYM Świadoma jazda konna„.

© Mary Wanless

© for Polish Version Świadome Jeździectwo

Przekład Anna Stępkowska

Opublikowano:

Ukątowanie i długości cz. 1.

Na zdjęciu widzimy Davenport Papillon  z zaznaczoną długą i odpowiednio ukątowaną łopatką, długą i pochyloną do przodu kością udową i pochyloną pod niewielkim kątem miednicą (więcej wyjaśniam w cz.2). Dzięki temu, że jej kość ramienna jest długa – klacz ma długie i elastyczne mięśnie trójgłowe. Nie jest typem „kulturysty”, co oznacza, że jej napięcie mięśniowe jest dość niskie. Taka budowa ciała pozwala jej na szeroki zakres ruchów w stawach, dzięki czemu  może się dobrze poruszać.

Dobry temperament, jezdność, talent do skakania oraz/lub dobry ruch, to bez wątpienia najważniejsze cechy konia sportowego. Talent do skoków na niewiele się jednak przyda, jeśli budowa ciała nie sprosta innym wysokim wymaganiom stawianym sportowemu koniowi skokowemu. Dobry ruch bez możliwości zebrania i zaangażowania w wystarczającym stopniu nie przełoży się na sukcesy w zawodach na wyższych poziomach ujeżdżenia. Wybuchowy temperament często prowadzi do porażek na zawodach. Na opór przed wykonywaniem konkretnych elementów może się jednakże składać wiele czynników. Wymieńmy jako winowajców błędy w budowie, odczuwany dyskomfort, niewłaściwe szkolenie lub nieodpowiedni temperament. Ten artykuł nie jest poświęcony opisowi budowy konia wystawowego, gdyż takie konie nie muszą być sportowcami. Informacje na ten temat można znaleźć w bogatej literaturze jeździeckiej. Będziemy się w nim raczej przyglądać budowie anatomicznej, której pewne cechy – jak wykazały badania – zdają się występować u najlepszych koni sportowych. To, co w budowie ciała konia powinno być oceniane najwyżej, to określenie, czy pozwala mu ona na długie życie w pełnym zdrowiu. Końscy sportowcy powinni być w na tyle dobrej kondycji, by mogli brać udział w zawodach nawet po rozpoczęciu trzeciej dziesiątki życia.

HQ40%20pg%2024-27-2%20copy[1]U konia na zdjęciu widzimy dobrą technikę skoku. Oddanie Oddanie wodzy przez jeźdźca umożliwia koniowi skuteczne posługiwanie się szyją nad przeszkodą.

Cechy mentalne

Badania wykazały, że wspólną cechą koni mających dobry ruch są podobne wymiary kości i ruchomości kątów stawowych. Podobnie rzecz ma się w przypadku koni skokowych. Niestety, o ile latwo można znaleźć konia z kośćmi odpowiedniej długości i właściwym ukątowaniem stawów, to równie łatwo nie da się przewidzieć najwyższych osiągów. Najważniejszym czynnikiem przy wyborze konia ujeżdżeniowego powinna być ocena jego zdolności do dobrego poruszania się we wszystkich trzech chodach. Jeśli szukamy dobrego konia skokowego – o wyborze powinna decydować jego technika skoku. Doskonała budowa to jedynie wskaźnik potencjału konia, ale nie stanowi gwarancji sukcesów.

HQ40%20pg%2024-27-3[1]Sportowy kuc Just Purdy ma doskonałą budowę ciała do pracy w zebraniu. Ma długą miednicę, a a długa i pochylona do przodu kość udowa umożliwia głębsze podstawianie tylnych kończyn pod kłodę. Ma także wyjątkowo długą kość ramienną, dzięki czemu może stawiać długie kroki.

Niedawne badania przeprowadzone we Francji wykazały, że uzdolnień w kierunku skoków nie da się stwierdzić oceniając jedynie budowę ciała. Na wspólny sukces jeźdźca i konia wpływa wiele niewidzialnych czynników, takich jak: napięcie mięśniowe, napięcie więzadeł, wrodzona siła, koordynacja, równowaga, zwinność, motywacja, koncentracja i chęć do pracy (posłuszeństwo). Najpewniej najważniejszy czynnik da się ocenić dopiero po wytrenowaniu konia: to jego temperament zawodniczy. Większości z wymienionych cech nie da się zmierzyć u niezajeżdżonego konia. Ich natężenie staje się widoczne w toku szkolenia. Dlatego właśnie konie nie zbudowane idealnie wciąż mogą wspinać się na szczyty w swoich dyscyplinach. Porównajmy budowę tenisistów: Steffi Graff i Lindsay Davenport czy Andre Agassi i Borisa Beckera. Cała czwórka to zwycięzcy elitarnych turniejów wielkoszlemowych, a każdy zbudowany jest inaczej. To, co ich łączy, to wyczucie czasu, zwinność, siła, równowaga, „czucie piłki”, umiejętność koncentracji i – przede wszystkim – determinacja. Umysłowe nastawienie zarówno konia jak i jeźdźca to czynnik bezpośrednio przekładający się na sukces sportowy.

HQ40%20pg%2024-27-4%20copy[1]Davenport Papillon demonstruje dobry ruch i zdolność zaangażowania.

Dziedziczenie cech skokowych

Badania przeprowadzone na najlepszych koniach skokowych wykazały, że również one mają pewne wspólne cechy budowy, lecz ich wrodzona umiejętność skakania nie zmienia się znacząco nawet w rezultacie prawidłowego szkolenia. Każdy koń ma swoją własną technikę, którą posługuje się podczas każdego skoku. Według Erniego Davenporta, zdobywcy nagrody dla hodowców w konkursie na najlepszego siedmioletniego konia skokowego w 2007 r., technika skokowa konia także nie zmienia się istotnie w okresie dorastania od źrebięcia do dorosłości. Odkrył, że dobra technika skokowa młodych koni (w wieku zaledwie 8 miesięcy) skaczących w korytarzu jest dobrym prognostykiem ich zdolności skokowych gdy dorosną. Odkrył także, że niektóre źrebięta już od urodzenia wykazują się talentem i zwinnością podczas chodzenia z matką po drągach lub gdy wchodzą do stajni i muszą przejść przez podwyższony próg w drzwiach.

Uzdolnienia skokowe wydają się być talentem dziedziczonym i przekazywanym z pokolenia na pokolenie. Dlatego właśnie jeźdźcy często wspominają męskich przodków swych koni oraz dlatego hodowcy wciąż importują z Europy ogiery z najlepszymi cechami skokowymi. Bardzo ważne elementy wśród dziedziczonych przez konia cech to jego motywacja, umiejętność cieszenia się pracą oraz pewność siebie, które razem przekładają się na chęć do skoków.

Ponadto odkryto, że dziedziczne wady budowy, które są charakterystyczne dla określonych ras skokowych, często stanowią wskaźnik występowania genetycznych predyspozycji do skoków. Przykładem takiej unikatowej cechy mogą być lekko sierpowato wygięte stawy skokowe (stępu) Pyrmonta – jednego z najbardziej utytułowanych południowoafrykańskich ogierów skokowych. Źrebaki z podobną budową tylnych kończyn skaczą zazwyczaj bardzo dobrze. Po raz pierwszy dostrzeżono powyższe zjawisko w środowisku wyścigowym obserwując linię Native Dancer, który stawiał przednie kończyny lekko do wewnątrz. Jego potomstwo, które odziedziczyło podobną wadę odziedziczyło także znakomite predyspozycje do ścigania.

Ernie Davenport odkrył, że cechy genetyczne stanowią w odniesieniu do skoków najważniejszy czynnik warunkujący sukces w tej dyscyplinie. Następnie wymienić należy środowisko, w jakim koń dorasta; od jego rodzaju zależy stan kości. Wreszcie – opieka nad koniem w pierwszych latach życia i umiejętności jeźdźca to także niezwykle ważne czynniki, od których zależy powodzenie w skokach. Niektóre z najbardziej utalentowanych skokowo koni nie rozwinęły w pełni swojego potencjału z tej prostej przyczyny, że ich jeźdźcy nie byli w stanie im tego umożliwić.

Budowa

Wiele technicznych informacji podanych w tej części artykułu pochodzi z badań, które opisane zostały w Equine Locomotion (ang. Ruch konia) autorstwa J.M. Clayton i W. Back’a, w szczególności dotyczy to badań przeprowadzonych przez Mikaela Holmströma. W wielu z nich wykazano związek pomiędzy wymiarami poszczególnych kości i kątami w stawach. Oceniając budowę konia należy jednak mieć na uwadze całego konia lub całą kończynę, a nie pojedyncze wymiary.

HQ40%20pg%2024-27-5[1]Biomechaniczna analiza ruchu: galop

Dartford Iceberg, krzyżówka araba i konia burskiego, galopuje w lewo, na lewą przednią nogę. Posługuje się głową i szyją w automatycznej reakcji równowagi odchylając je lekko od prowadzącej przedniej nogi. Głowę i szyję niesie nieco wyżej niż w naturalnej pozycji odwróconej litery V, ponieważ mięśnie górnej linii ciała aktywnie pracują w galopie i cwale. Koń musi unieść przód przeciwstawiając się sile grawitacji, gdy przednie kończyny nie stoją na ziemi. Osiąga to napinając i kurcząc biegnące od głowy do zadu mięśnie najdłuższe grzbietu. Mięśnie pośladkowe pośrednie łączą się z najdłuższymi grzbietu w górnej części zadu pomagając w uniesieniu przodu. Mięśnie brzucha wydają się być rozluźnione – tak jak powinny podczas takiego ruchu.

Zakroczna tylna kończyna musi w tej fazie galopu i cwału przenosić ciężar całego ciała. Prowadząca tylna jest odpowiednio ugięta w biodrze dzięki napięciu mięśni biodrowo-lędźwiowych i czworogłowych, a dzięki długiej kości udowej cała kończyna dobrze podstawiana jest pod kłodę. Zwróć uwagę na zarys ścięgien podkolanowych, gdy napinają się podczas ruchu kończyny do przodu. Gdy ciało przepychane jest nad tylną kończyną, mięśnie czworogłowe uda muszą nie tylko ustabilizować staw kolanowy, lecz także przeciągnąć kłodę nad kończynę. Gdy osiągnie ona pozycję pionową – pracę niezbędną do przepchnięcia kłody dalej przejmują mięśnie pośladkowe i ścięgna podkolanowe.

 

Wymiary kości

Proporcje długości kości różnią się u koni sportowych. Od tych różnic zależy wielkość i poszczególne wymiary ciała konia oraz kąty jego stawów. Łatwo zauważyć, że gdy np. jedna kość jest u danego konia dłuższa niż przeciętnie, to przełoży się to na proporcjonalne skrócenie innych kości, a sam koń może mieć taką samą jak inne konie wysokość i długość ciała. Od różnic w długościach kości zależy ruch konia i charakter jego chodów a także zakres ruchów, długość wykroku i fazy zawieszenia. Mówiąc ogólnie – dłuższe kończyny umożliwiają obszerniejszy ruch. Nie wystarczy jednak zmierzyć długość wybranych kości, by móc określić na tej podstawie charakter ruchu. Ma na niego wpływ więcej czynników. Dobry ruch zależy od długości kości i ruchomości kątów stawowych oraz długości włókien mięśniowych i tych tworzących więzadła.

Szyja i kończyny przednie

Badania Holmströma wykazały, że najlepsze konie ujeżdżeniowe zwykle charakteryzują się krótszą szyją, a najlepsze konie skokowe – dłuższą. Może być to rezultatem konieczności wykazania się przez nie odpowiednią zwinnością oraz umiejętnością zachowania dobrej równowagi. Krótsza szyja zdaje się poprawiać stabilność, której poszukujemy w ujeżdżeniu. Konie mające długie szyje swobodniej posługują się nimi w celu utrzymania równowagi, co z kolei utrudnia utrzymanie równomiernego kontaktu. Długa szyja z kolei wydaje się pomagać koniom skokowym, gdyż ułatwia zachowanie równowagi umożliwiając przesunięcie środka ciężkości do przodu podczas fazy lotu nad przeszkodą, oraz gdy koń go cofa w chwili lądowania. Ponadto ujeżdżeniowa pozycja „na wędzidle” znacznie utrudnia koniowi posługiwanie się szyją (najważniejszym narzędziem równowagi) w celu zachowania równowagi.

Wydaje się, że długa kość ramienna (umiejscowiona pomiędzy stawem barkowym i łokciem) ułatwia dobry ruch koniom ujeżdżeniowym, gdyż wahadłowy ruch przedniej kończyny staje się obszerniejszy. Koń może sięgnąć kończyną dalej do przodu i unieść ją wyżej bardziej pracując stawem łokciowym. Długa kość ramienna oznacza także dłuższe mięśnie trójgłowe, które umożliwiają szeroki zakres ruchu w stawie łokciowym. Mięsień trójgłowy znajduje się dokładnie nad łopatką. Dzięki dużemu zakresowi ruchu w stawie łokciowym, niższemu napięciu mięśniowemu i dłuższym mięśniom trójgłowym kroki kłusa są obszerniejsze.

Długa kość promieniowa i krótka kość śródręcza mają się przekładać na stawianie dłuższych kroków.

Długim pęcinom z kolei zawdzięczamy większą elastyczność kroków dzięki silniejszemu elastycznemu odbiciu w chwili gdy otwiera się staw pęcinowy niemalże dotykając ziemi. Ułatwia to także amortyzowanie wstrząsów. Krótkie proste lub długie i pochylone pęciny wskazują na predyspozycje do urazów.

Grzbiet i tylne kończyny

Dobre konie skokowe mają zwykle zwartą budowę oraz szerokie łopatki i biodra. Im dłuższy grzbiet, tym cięższy koń. Mięśnie zadu i grzbietu muszą wtedy intensywniej pracować przy zagalopowaniu i w zebraniu w galopie. Koń z długim grzbietem ma więc to szczęście, że ma także mocny zad, ale ową siłę może być nam trudno dostrzec. Takiemu koniowi trudności może także sprawiać piaff, podczas którego podstawia zad pod siebie. Zmniejsza wtedy swoją podstawę podparcia, co niekorzystnie wpływa na jego stabilność i równowagę. Wąski koń zwykle z łatwością wykonuje chody boczne, ponieważ jeźdźcowi łatwiej przychodzi zaburzyć jego równowagę utrzymywaną nad węższą podstawą podparcia.

HQ40%20pg%2024-27-6[1]

Ta klacz ma dość długi grzbiet, lecz duży i mocny zad oraz długą miednicę i kość udową. Długi grzbiet ułatwia noszenie źrebiąt.

Długiej miednicy przypisuje się zwykle dobrą skoczność i długość kroków w stępie. Długa, pochylona do przodu kość udowa ułatwia podstawienie zadu, przenoszenie obciążeń i zaangażowanie. Tylne kopyta ustawione są bliżej rzutu środka ciężkości ułatwiając koniowi „odchylenie się” do tyłu i zainicjowanie cofania. W takiej pozycji koniowi łatwiej przenosić obciążenia a środek ciężkości przesunięty zostaje do tyłu. Długa kość udowa okazała się być dobrym wskaźnikiem dobrego ruchu i predyspozycji do skoków. Długa miednica i kość udowa umożliwiają dobrze poruszającemu się koniowi łatwo pracować w zebraniu.

W drugiej części tekstu o budowie ciała konia przyjrzymy się ukątowaniu stawów i jego wpływowi na jazdę.

Karin Blignault jest autorką książki pt. „Biomechanika ruchu konia dla jeźdźców. Klucz do jazdy w równowadze”.

Przeczytaj także Rozmowę z Karin Blignault

Opublikowano:

Rozmowa z Magdą Gatty – certyfikowaną intsruktorką metody TTEAM

Rozmowa z Magdą Gatty – certyfikowaną trenerką metody TTEAM (Tellington TTouch Equine Awareness Method), stworzonej przez Lindę Tellington – Jones.

Anna Stępkowska: Metoda Tellington chyba najczęściej jest kojarzona z pracą nad ciałem konia i tzw. dotykiem zaufania „TTouch”. Możemy zaoferować naszym koniom w dzisiejszych czasach masaż, stretching, nastawianie. Jak ma się do tego metoda Tellington?

Magda Gatty: Tellington TTouch – czyli dlaczego konie uśmiechają się. Powinnam od razu zaznaczyć, że Metoda Tellington TTouch to forma masażu, która ma szerokie zastosowanie w pracy nie tylko z końmi, ale także z innymi zwierzętami, włącznie z człowiekiem. TellingtonTTouch jest metodą, którą należy rozpatrywać w innych kategoriach, niż typowe techniki masażu lub stretchingu. Metoda TTouch stosowana jest w celu poprawienia funkcji CAŁEGO organizmu – ciała i umysłu. Pobudza czynności komórkowe i „rozbudza’’ inteligencję na poziomie komórkowym. Dzieje się tak dlatego, iż w trakcie każdego pojedynczego dotyku TTouch, obydwie półkule mózgu są aktywowane.

Badania EEG, przeprowadzone w latach 1984 – 1985 przez Annę Wise na ludziach dowiodły, że w momencie wykonywania kolistego (o obszarze 1 i 1/4 okręgu) masażu TTouch, fale mózgowe beta, alpha, theta i delta są aktywowane w obydwu półkulach mózgowych, co oznaczało, że cały mózg „reagował na informacje” pochodzące z zewnątrz. Ten „specyficzny wzór zachowania mózgu” był widoczny nie tylko u osoby poddanej technice TTouch, ale także u osoby ją wykonującej (www.annawise.com/). Ten specyficzny sposób reakcji mózgu nazwany został przez brytyjskiego naukowca Maxwella Cade, the Awakened Mind State – Obudzeniem Stanu Świadomości.

W 2006 Sandy Rakowitz przeprowadziła kolejne badania EEG, tym razem na grupie 24 koni (A Study of TTouch and the Equine EEG), u których zauważono identyczne fale mózgowe. Dodatkowe badania, przeprowadzone w tym samym roku przez Lindę Tellington – Jones dowiodły, że masaż TTouch wpływa na wydzielanie w organizmie konia zwiększonej ilości dopaminy, która uczestniczy w procesie odczuwania przyjemności a także wpływa na poprawę koncentracji i motywacji konia do współpracy.

Dlatego też Tellington TTouch to nie tylko forma masażu – to technika, która bezpośrednio oddziałuje na układ nerwowy konia i dlatego skutecznie pomaga uwolnić napięcie, zredukować ból i strach, zwiększa stopień relaksacji, wprowadza świadomość własnego ciała u konia poprawiając jego zdolności ruchowe. To z kolei wpływa na poprawę zachowań konia i ułatwia eliminowanie niepożądanych zachowań. Tellington TTouch jest także formą „samoleczenia się organizmu” i jest szeroko wykorzystywana jako metoda wspomagająca leczenie farmakologiczne po przebytych kontuzjach, chorobach i stosowana w dysfunkcjach neurologicznych koni takich jak np. syndrom Wobblera. TTouch to także technika „pierwszej pomocy” w przypadkach kolki, mięśniochwatu, urazów itp., gdy oczekujemy na wizytę weterynarza.

W swojej praktyce zauważyłam, że często konie, którym wykonuję masaż TTouch w celu wyeliminowania napięcia i bólu mięśniowego, zachowują się tak jakby były poddane działaniu sedaminy – po prostu usypiają. Dla mnie najbardziej fascynujące w praktykowaniu masażu jest to, że TTouch to przede wszystkim forma najbardziej „pierwotnej” formy komunikacji ze zwierzęciem. Zwłaszcza „osamotnione” lub „wycofane” konie będą szczególnie ceniły taki sposób komunikacji.

AS: Co masz na myśli, kiedy mówisz o pierwotnej metodzie komunikacji?

MG: Pierwotna komunikacja to taka, która odbywa się na poziomie komórkowym. Według Candae Pert (Molecules of Emotion) pojedyńcza komórka może gromadzić strach lub ból, które można uwolnić na poziomie komórkowym. Pierwotna także dlatego, że każdy ssak (Linda wykonywała też TTouch na gadach i ptakach) będzie w podobny sposób reagował na dotyk TTouch.

AS: Podobno Tellington TTouch może wpłynąć również na charakter zwierzęcia. Czy nadpobudliwy, gorący koń bojący się własnego cienia może stać się odważny i zrównoważony? Czy można np. sprawić aby koń stał się chętny i zainteresowany pracą?

MG: Jeżeli można efektywnie wpływać na zachowanie konia – to jednocześnie wpływa się na cechy charakteru, które w połączeniu z cechami wrodzonymi tworzą jego osobowość. Problem leży raczej gdzie indziej – ludzie zazwyczaj mylą cechy charakteru konia z jego zachowaniami „niepożądanymi lub niechcianymi” i taka zła ocena i interpretacja tworzy fałszywą tożsamość konia. Zazwyczaj przyklejamy koniom etykietki typu „uparty”, „nadpobudliwy”, „złośliwy”, „leniwy”, „głupi” lub „on taki już jest”, „ona jest już stara” i można by mnożyć takich wiele.

Z mojego doświadczenia wynika, że konie uwielbiają pracować z człowiekiem, ale czy człowiek jest zawsze na to gotów ? Czy jesteśmy konsekwentni w swoim postępowaniu z koniem, czy naprawdę jesteśmy godni jego zaufania, czy potrafimy opanować swoją próżność i nie obwiniać konia za niepowodzenia, czy jesteśmy wyrozumiali gdy koń nam mówi „nie jestem szczęśliwy z powodu tego, co się dzieje” i czy rzeczywiście mamy tyle mądrości w sobie i samozaparcia, by doszukiwać się przyczyn takich czy innych zachowań naszych koni. Mnożymy „zaklinaczy koni” a może raczej powinniśmy „wsłuchać się” w to, co koń nam mówi. To przykre, ale wciąż lekceważymy „szepty” naszych koni. Myślisz pewnie, że mówię nie na temat.

AS: Ależ skądże, zgadzam się z Tobą całkowicie.

MG: Pracę z końmi rozpoczęłam od pracy nad samą sobą. Jak powiedział Mark Rashid: horseman is a way of life and way to be [„horseman” to styl życia i to, jacy powinniśmy być – przyp. AS], the feel behind the technique can be the factor that decides whether the technique is effective or not [to, z jakim ładunkiem uczucia stosujemy daną technikę, może być czynnikiem decydującym o tym, czy ta technika okaże się skuteczna – przyp. AS]. Trzeba prawdziwie kochać konie, by móc prosić je o cokolwiek.

Ok, ok. wracam do pytania. Koń nadpobudliwy – dla mnie oznaczać to może: zbyt duża ilość cukrów w paszy, niedostosowana do wykonywanej pracy ilość paszy, zbyt rzadkie padokowanie, jeżeli jest to klacz to być może nierównowaga hormonalna, może dentysta oglądał konia 2-3 lata temu, brak komunikacji dwukierunkowej, zbyt wysokie wymagania, którym nie może sprostać ze względu na „wadliwą” budowę ciała, strach lub banie się przedmiotów, nieodpowiednio dopasowane wędzidło, siodło, bolesny dosiad jeźdźca, strach przed otrzymaniem kary cielesnej, napięcie, ból spowodowane „wzorcami napięć”. Ach, myślę, że można by wymienić wiele innych przyczyn. Ja na przykład jestem bardzo nadpobudliwa przed okresem, ale czy to znaczy że nadpobudliwość jest cechą mojego charakteru? Zgadzam się w pełni z Lindą, że ZAWSZE istnieje przyczyna niepożądanych zachowań u konia. Jasne, że zachowania instynktowne uważane są przez nas za właśnie takie (Linda wymienia aż pięć FIVE F’s: Flight, Fight, Freeze, Faint, Fool around – Fidget, czyli ucieczka, walka, zanieruchomienie, omdlenie, wiercenie się) /dlatego też TTEAM kładzie tak duży nacisk na metody szkoleniowe, mające na celu „przejście” w sferę myślenia na rzecz zachowań instynktownych, dostosowanie wymagań do konia tak, by nie doprowadzić do wzrostu pulsu u konia i wydzielaniu zbyt dużej dawki adrenaliny, ponieważ następnym krokiem jest „wybuch” reakcji instynktownych.

W TTeam nie ma źle wykonanych ćwiczeń – koń ma prawo „skorzystać” z powątpiewania, zastanowić się i „przemyśleć”. Taki koń będzie darzył człowieka dużym zaufaniem i szacunkiem i z pewnością będzie z nim chętniej współpracował. Koń ceni sobie nad wszystko wygodę, dopiero na drugim miejscu jest poczucie bezpieczeństwa, towarzystwo innych koni i na końcu woda i pożywienie.

A tak w ogóle, myślę sobie, że ludziom obcującym z końmi brakuje odrobiny empatii. Co zrobić, by koń zainteresował się pracą? To proste, być może powinniśmy być bardziej kreatywni i w jakiś sposób „atrakcyjni” dla konia, z pewnością powinniśmy dobierać metody szkoleniowe do rozwoju umysłowego, emocjonalnego i fizycznego konia. Pamiętajmy też, że konie tak jak i ludzie mają swoje dobre i złe dni i może zamiast treningu skokowego powinniśmy zabrać konia na długi spacer w ręku. To działa – sama tego doświadczam. I jeszcze jedna ważna rzecz, która mi się nasuwa: horses for courses – nie każdy koń będzie dobrym skoczkiem, tak samo jak nie każdy koń sprawdzi się w wyższym ujeżdżeniu, choćby ze względu na budowę. I tak np. koń z jelenią, usztywnioną szyją będzie miał duży problem pracując w pełnym zebraniu – skutkiem będzie przeganszowanie, rozwijanie się fałszywej potylicy; nie będzie widział w którym kierunku się porusza. Z powodu nasilającego się bólu mięśni jego zachowanie zacznie się diametralnie zmieniać. Tak samo koń z długim grzbietem i słabo związanymi lędźwiami nie osiągnie sukcesów w ujeżdżeniu. Warto prześledzić wady budowy, gdy dobieramy konia do danej dyscypliny.

AS: Magda, mówisz, aby dać koniom czas na zastanowienie się, przemyślenie i powątpiewanie. A co zrobić w sytuacji, kiedy startujemy z koniem w zawodach, kiedy zawodnik nie ma tego komfortu, aby dać koniowi na to czas, kiedy musi przejechać program czy przeskoczyć parcour nie zważając na strachy ukryte za budką sędziowską, czy doniczką z kwiatkami, albo na flagę trzepoczącą na wietrze?

MG: Pozwolić koniowi „powątpiewać” oznacza według mnie dać mu czas na zastanowienie i „przetrawienie” tego o co prosimy. Istotne, by koń tak naprawdę sam doszedł do tego jaki jest cel zadania. To daje nam jednocześnie czas na weryfikację naszej metody szkolenia w danym momencie (czy mogliśmy poprosić konia o wykonanie tego samego zadnia w zupełnie inny sposób). W pracy TTeam istotne jest to, aby dać koniowi jak największe szanse poprawnego wykonania ćwiczenia. Jeżeli dane ćwiczenie go „przerasta” – wtedy „rozbijamy” je kilka prostszych, tak by mógł je efektywnie wykonać i odniósł swój mały sukces, co buduje w nim poczucie pewności siebie i znacznie lepszą samoocenę.

Weźmy na przykład przechodzenie przez przeszkodę o nazwie „gwiazda”. Jest to pięć drągów podpartych na oponie i ułożonych w kształcie gwiazdy. To dosyć zaawansowane ćwiczenie, zwłaszcza dla koni o ograniczonej zdolności ruchowej albo mających wady postawy typu zbyt długi grzbiet i niezwiązane dobrze lędźwie. By umożliwić koniowi właściwie wykonanie tego ćwiczenia, przeporowadzamy go najpierw przez drągi leżące na ziemi w tej samej pozycji i w miejscu, gdzie są najszerzej rozstawione. A kiedy koń nabierze pewności, można wykonać to ćwiczenie bliżej środka gwiazdy. Tak zwane baby steps w sposobie prowadzenia konia przez przeszkody mają ogromne znaczenie dla niego z psychologicznego punktu widzenia. Koń ma dużą satysfakcję z pracy, jego samoocena wzrasta wraz z pewnością siebie i buduje zaufanie do prowadzącego. Należy zrobić wszystko, by ułatwić koniowi poprawne wykonanie ćwiczenia. W ten sposób skutecznie ogranicza się u niego poziom stresu wywoływany nieudolnymi próbami wykonania ćwiczenia i niemożnością jego dokończenia.

Czy koń musi mieć zaufanie do jeźdźca jako przewodnika? Nie musi, ale byłoby dobrze żeby miał, zwłaszcza na zawodach. Jeżeli jeździec jest myślącym i świadomym psychiki konia człowiekiem, to będzie z koniem pracował na długo przed zawodami „pokonując” tak zwane „nieprzyjazne przedmioty” (kolorowe flagi, kolorowe torby, doniczki z kwiatami, drągi ustawione w różnych konfiguracjach, mini rowy itd.) To wszystko znaczy, że świadomy jeździec przygotuje konia na ewentualne niebezpieczeństwa.

AS: Trudno się nie zgodzić z tym, co piszesz i z regułami pracy na zasadzie baby steps, z oswajaniem konia, itd. Czasami jednak, niezależnie od tego, z czym oswoimy konia, zawsze znajdzie się coś nowego, do czego nie będzie przyzwyczajony i są sytuacje takie właśnie jak np. zawody, kiedy nie ma czasu, by dać koniowi czas na przemyślenie i oswojenie się. To są sytuacje, kiedy wcześniejsza spokojna praca będzie procentować, ale w tym wypadku, trzeba koniowi powiedzieć: teraz skup się na czymś innym i daj się poprowadzić.

MG: Myślę Aniu, że mówimy dokładnie o tym samym, tylko troszeczkę inaczej formułujemy nasze myśli. Mianowicie „teraz skup się na czymś innym i daj się poprowadzić” – jest tak naprawdę rezultatem tego, co czynimy z koniem dzień po dniu z ogromną konsekwencją i stosując zasadę 75 % – 25% (my to te 75%, a nasz koń AŻ 25%). Jeżeli wyrobimy u konia zdolność koncentracji i pewną rutynę „pozostania w sferze myślenia” w trakcie codziennej pracy i nie tylko, bo uważam, że powinniśmy o to poprosić konia już w trakcie szczotkowania i zabiegów pielęgnacyjnych. Dla mnie jest nie do zaakceptowania, by koń był na „haju” z wysoko uniesioną głową, napiętymi mięśniami szyi, czyli w sferze „subtelnych” zachowań instynktownych. Potem, nagle pod siodłem wymagamy od niego czegoś zupełnie przeciwnego – opuszczenia głowy, rozluźnienia mięśni szyi i skupienia uwagi na nas. Co taki koń ma sobie pomyśleć?

To między innymi konsekwencja czyni nas godnymi zaufania liderami u koni. Konie są zwierzętami rutyny i tak wiele razy, jak uda się nam utrzymać stały puls konia i zminimalizować poziom adrenaliny – tak wiele razy koń postrzeże nas jako przywódcę, albo inaczej formułując – osiągamy status przewodnika. Obawiałabym się użyć w tym wypadku słowa „alfa”. Wtedy mamy duże szanse, że koń da się poprowadzić, ponieważ zaufał nam już tak wiele razy i nie zawiedliśmy go.

AS: Bardzo dziękuję za rozmowę.